poniedziałek, 7 sierpnia 2023

po prostu jest i nic nie poradzisz przepędzić nie prze pędzisz choćbyś miała kijem gonić cudowna i piękna kiedy już dotknie metamorfoza jest w tobie taka że cho cho po czym znika a serce cierpi przez nią co za męczarnia człowiek chce krzyczeć ale się wzbrania jak przed jakimś wstydem czemu boli kiedy już mnie nie pragniesz gdzie ów spojrzenie które było przedtem wieczność a gdzież tam co za absurd dziura tylko i wypalenie

Ludzie kto winny zawsze ludzie to przez nich co widać i słychać gdzie w trawie zapisz czyjuż nastawiają ucha po swoim każą w papciach po cudzym w gumowcach ratuj się kto może uciekają jak szczury wiem coś o tym gdyż przeżyłem powódź meble wywiezione cały dobytek krowy kury konie i co tylko nie ratuj się kto może gdyż to tamtych dotyczy mają a nie dadzą chociaż sami byli w potrzebie

ponoć dusze kiedy śpimy wychodzą z naszych ciała najgorsze są zmory to takie które przychodzą do nas by poddusića wtedy aż leją się z nas poty tak więc idąc spać zawsze papcie mniej odwrócone w przeciwną stronę czyli czubkami tak jak wstajesz powiadają iż zmora która przychodzi to jest zawsze ktoś znajomy taki co ci źle wróży .gadu gadu ja w takie coś nie wierzę a sąsiad jaki by nie był zawsze się kiedyś przyda nie szukać sobie wrogów bo po co nie być skłócony z drugim o jakąś pietruszkę lub marchewkę być po prostu być acz oczywiście nie igrać z ogniem by się nie sparzyćprzede wszystkim

w lico jedno w lico drugie a trzeciego nie mam sąsiad raczej nie pożyczy trzyma je dla siebie oczko jedno oczko drugie w piękną toń patrzy sobie gdzieś tam w lesie muchomory a pod nim skrzaty południca namieszała słowiańska zjawa z nieba jak z cebra leje a ja w domu się po dzieje

a kiedy uderzy piorun dwa razy w to samo drzewo wtedy będę trupem i moje serce zgaśnie matka mi zawsze mówiła nie wychodź nigdy w burze a mi kwiaty ożyłyte dla ciebie róże zawsze mi ojciec mówił bądź twardy synu to też nic mnie nie zegnie i moje serce wybiegnie bo czymże jest serce bez serca oj czarno to wygląd i słowa się same cisną a moje dłonie waćpaniąc uścisną

Oddychać znaczy żyć dalej nie inaczej wciąż istnieć istnienie najważniejsze jakże w pięknym świecie co dzień budzą nas ptaki i poranki są piękne i widzę śliczne kwiaty w te dni deszczowe bociany jaskółki skowronki wszystkie one odlecą zostaną tylko wróble wrony i kosy nic to to ci mówię gdyż w moim sercu wiosna i piękne niebo które wyłącznie dla ciebie

wracam do początkuchociaż lata minęły zakochany jak wtedy czyje to jest dzieło po co ów dręczenie serca i duszy mojej jej przecież nie ma i nawet nie wiem gdzie jest tysiące wczoraj już było jak dziady Mickiewicza powychodziły zjawy mojej pięknej miłości toć piękna ona była i było na co patrzeć a teraz jak wygląda może lepiej nie wiedzieć

żyjesz z kimś przez całe życie a na koniec dzielisz się ze śmiercią twoja wspaniałość odchodzi odchodząc wtedy najbardziej brakuje cóż pozostaje żółte kalendarze pamiętnik oraz zdjęcia czy czas wyleczy z tego co już nie ma czy miłości ponowna lub kolejna pierwszej ślad zatrze przecież trzeba acz to jest koniecznie by zostawić wczoraj a kto tego nie zrobi ten nigdy nie wróci do żywych

czemu się spieszysz i tak nie nadążaszz czasem nie zwyciężysz mało ci Boryno Jagna stary dziad on stary ona młoda hektarów aż sto no i jej uroda a gdzież staremu do młodej jak ten z lalki baron który wzdychał wzdychał a ona cóż nie w biedę oj ci panno panno nie strzelec ze świteziankico w głębinie jeziora spoczął uwiedziony przez nią

starał się chłop wielce każdą siłę wykrzesał by piękny dom postawić dla swojej kobiety nie miał czasu na nic i poza nią świata nie widział ją tylko kochał więc kochanie z nim zamieszkało czy ona jego kochała która garów nie zmywała przeto nie kura domowa mawiałai przyszło dziecko acz czy z miłości które matczynej nie miało nie jakaś niania mówiła i taki byt polubiła chłop tyrał ciułał jak mógł i zabrał chłopa Bóg a ona się puściła i córę wyrzuciła przyszedł chłop drugi który w sercu nie miał domu więc dom popadł w ruinęa miała przecież rodzinę

na pokuszenie czego u przędze chciwość marność nad marnościami nie takowe mój skończenie zimne białe anioły ze suszonymi głowami z jakąż to modlitwą które nie mają oczów zwróconych ku niebu skrzydła spuszczone ich i nie chcą nigdzie odlecieć a kogo tu pilnują marności

nie przegap które wkrótce zresetuj i zacznij od nowa stary świat przeto wadzi tam ci droga połowa tam ci a może tu Rodos a gdzież ona wysoka do nieba aż trzęsienia nie wytrzymała nie ta będzie inna która rozpędzi ciemność i biały żagiel znów się za bielina morzu dom miłości oj pięknie a jakże ślicznie i jeszcze księżyc do tego by noce najjaśniejsze do dnia kolejnego a doba jakże miła a żagiel wciąż się bieli dom miłości całują fale co niosą i niosą

śmiało na życzenie nie marionetka by kochaniu nie było końca choćbyś czarowała nie wiem jakserca się nie da oszukać wybacz żem ci kamieniem iż podobnie do nich wyglądam oni pewno mają uczucia wyłącznie dla swojej korzyści z braku laku kamień do kamienia płoty postawione psy szczekają nie pchać przed siebie iść w przeciwną stronę i mijam kamienia któremu wyrzeźbiono oczy nieludzkie w których dwie czarne dziury a w nich po błądziła kolejna czyjaś dusza

powiedz mi co we mnie widzisz człowieka a może chama polemizować nie ma nad czym gdyż każdy coś za uszami ma jak ty dla mnie ja nie ty samym więc puszczę mi chodem po prostu nie stała się nic choć moja łajba dziurawa jest i siedzę na sicie aż po tę szyję pod którym owa głębia w dalekiej toni nie widać nic a chmury czarne się kłębią i czarny dzień jak ta noc a łajba moja tonie z nieba anioł żyletkę rzucił mi życząc powodzenia

wszystko czego nie zdążymy zrobić nie będzie wypominane to zabierzemy ze sobą które w naszych głowach i w sercachświatła nie miały swojego ponieważ nie narodzone solą w oku na własne życzenie to my bojąc się wyzwań przecież coś można zmienići dać się porwać innemu światuwbrew wszystkiemu temu co najistotniejsze