poniedziałek, 8 sierpnia 2022

Kwatera

 

Kwatera

po lewej
księżyc
na zakręcie
cykl życia
w zamęcie

księżyc
słońce
tak w koło
perpetuum mobile
bijąc się
w czoło

młyn
kierat
jak to woli
aż mocno
kręgosłup zaboli

cóż
życie
krew w żyłach płynie
ciasna kwatera
i zgnije

Żadne San Francisco




łyżeczka cukru 

kawa posłodzona 

lubię gorzką 

ciasteczka 

podajcie 


cukiernia 

opodal 

rzut kamieniem 

próchnica  pożera 

zębów nie cenię 



blend-a-med

zbędna 

szczoteczka 

nie(potrzebna)


a panie 

jak koniu

w zęby zaglądają



powrócę z ameryki 

machnę zielonymi 

kupię gablotę 

z klamkami złotymi



postawię 

jak golec 

na ściernisku

Las Vegas 

żadne San francisco 


Głuchy telefon

 

zieleń poszła spać 

również 

ptaki

pies działka 

ktoś idzie 

postać widzę 

w mroku 



gwiazd nie ma 

niebo przytuliły 

chmury 


poszedł  sobie 

nie(byłaś)

ty 


doskwiera 

ale jestem obecny 

skacząc po kanałach 


telefon

dawno milczy 

nie(oczekuję)

Co mnie cieszy

 schyłkiem lata 

jesień nie(zdziwiona)

która potrząśnie 

liście pospadają 


będzie ponuro 

nie(lubię)

jesieni 

w gołębniku 

tylko gołębie 


czy lubisz aleję 

chłodną 

i z liśćmi 

psu na budę 

głowy zawracanie 


mnie lubować

latem bikini 

które nosisz 

kochanie 


ależ 

przemija 

wielka szkoda 

w owalu 

ciebie zobaczę 



póki  co 

cieszy 

nie(schyłek) 

bo upał 

zapowiadają 

Portret

 nie(wróci)

które było 

liście pospadały 

jesieni każdej 

ptaki odleciały 


portret w głowie 

taką zapamiętałem 

którą 

przytulałem 


nowe nadejdą 

niestety 

bez niej 

kolejne pospadają 


ile jesieni 

tęsknoty 

we mnie 

i brak 

ucałowań 


ona 

nie 

ona 

nie(ciekawi)

zacnie 

nie(przytulę)


przepadła 

bez kresu 

tylko 

jej portret 

w tytule 

Wschodni wiatr

 tyle krzywd 

wszechświat na ziemi 

czarna dziura 

chłonąca zło 


nie(najedzona)

barbarzyńska 

dzieło 

człowieka 


od zarania 

diabeł macza 

palce 

jakiś 

tyran być 

musi 


powiewa 

od wschodu 

sowieta 

nie(przepadł)

przypomniał 

światu 

o sobie 


nie myszy 

pod miotłami 

radę damy 

od gór 

aż do morza 


wschodni 

wiatr pognamy

w skarpetkach 

pójdą 

w bezdroża ...

Z prochu powstały

 

Z prochu powstały

sfrustrowany życiem
odpowiedzi szukam
dociekam
dziury
w całości

gdzie zawiodę
na sercu ciężko
bo jak żyć
bez miłości

spadają gromy
burze
nie(przeszły)
chmury wiszą
nad głową

czy wiatr rozwieje
myślę pozytywnie
za Pana Boga
namową

święty krzyż
ostatecznością
którego
duchem
miłuje

nie chcę
niczego
tylko
święty spokój
dlatego
przywołuje

a one
jak czarne ptaki
które by zakrakały

złośliwe
burzliwe
odejdzie
bom jam
człowieczek
z prochu
powstały

Echa

prawość 

Temida 
zaś wicher
diabłu sprzyja
kładąc złote
kłosy
kąkol rozsiewa 

chłopie
pognaj
na tacę rzuć
ksiądz skorzysta
niech dobrze
miewa

w nie(szlachetność)
Egidą
tarczą
nieśmiertelna
Olimp
zasiedziała

ale tyś
ulepiony
z gliny
zaś ona
z żebra
Adama
przywara
zrozumiała

jakby
nie(baczył)
swoje myślimy
i
w to co chcemy
wierzymy

jak stąd
do księżyca
wiara ma
aż do skończenia
świata

po którym
zostaną
echa

Nie twój

 

Nie twój

dni upłynęły
serce tęskni
rozwala
od środka

bezczelna miłość
skalała
dając psikusa

dziw
iż tęsknię
do bezczelności

a może
jestem podobny
wart
na plucia
twarz

oj bezczelna
nadal jestem
bezczelnie
zakochany

nie mogę ciebie
prosić
o to
gdyż masz
dom
i dzieci

a nie chcę
wchodzić
w pardę

znalazłaś
przyzwoitego
faceta
ale
czy to jest
miłość
raczej
nie dowiem się

ponoć
które
kochane
daje owoce
jak jabłoń
pragnąc wiosny
kwiat
zapyli
i latem
dojrzeją

niech
dorastają
szczęśliwie
i tutaj
nie z bezczelnością

nie twój
na zawsze

Porażka

 ponoć 

kolory łagodzą 

samopoczucie 

zatem 

przemalowałem 

wszystkie pokoje 


w kuchni 

największy ruch 

zaś stół jest 

naj(ważniejszy)

nie(uszczęśliwią) 

puste krzesła 

na których 

nikt nie(siada)


sypialnia 

noc 

w spójnie 

dają szczęście 

o ile 

masz z kim sypiać 


rozbity człowiek 

będąc samotny 

gada sam do siebie 

i różne myśli 

chodzą po głowie 


nie widzę światła 

nikt na mnie 

nie(czeka)

mam dół 

porażka 

Spór

 spotkał 

anioł 

anioła 

dogadać 

nie(dogadawszy)

spór 

o duszę 

stanowiąc 

a diabeł 

szczęśliwie 

patrzy


trzeci korzysta 

czyż 

NIE 

prawda niestety 

znana 

kto duszę weżnie 

może diabłu 

przyznana 


czwarty 

wtrąciwszy 

sam Piotr 

z nieba 

o ile 

nie(skalana)

świętoszków 

w niebie potrzeba 


jak Bóg wszystkich 

pomieści 

do skończenia 

świata

a aniołowie 

wsporze

tak człek przeżył 

swoje lata 

Jak Latwo

 nie(ważne)

kim jesteś 

pionek 

również 

daje szacha 


wysoce 

gdzieś w powietrzu 

z wysokiego pułapu 

traf 

dobry 

i spadasz 


ceń 

nie tylko siebie 

a dobroć 

okażą 

zdziwienie 

to ludzka rzecz 


naturalność 

wnętrze  człowieka 

za maską 

nie jest człowieczeństwem 


jak łatwo 

człowieka 

 odczłowieczyć 

żyjąc w dziczy 


WIEDZĄC 


dobra kobieto 

kiedy 

znudzony będę 

tobą 

to nie miłość 


prawa 

kończąc 

na pościeli 

pozywam 

kochanie 


zmarszczona 

skóra 

podeszłość 

i serca 

do siebie 

jakby inaczej 

czynię 

miłością 


słaby człowiek 

nigdy nie będzie 

wiedząc 

iż kochany 


CIASNOTA 


piękne niebo 

nad głową 

cuda w moim 

sercu 

myśl 

chcą być wolne 

ujrzeć świat 

 prawdziwy 


wpuszczę światło 

w siebie 

uchylę furtkę 

dla ukochanej 

 będziemy żyć 

długo i szczęśliwie 

że święci  

pozazdroszczą 


nasze kochanie 

będzie inne 

takie nie(codzienne)

nie(skończoność) 

dwa ciała 

w jednym 

ciasnota 

szczęściem spójnym