niedziela, 30 lipca 2023

piękne słoneczniki słońc miliony które w polu rosną to ci oferuje w środku lata może i spóźniony z tym co do ciebie czuję burzowo dziś za rzeką grzmi jeśli boisz się przytulę cię a wtenczas będzie dobrze z tobą mii swój raj będę mieć oj tęskno oj tęskno a jakże i na to które patrzęza nimi również za tęsknię które miliony dla ciebie

do szczęśliwego końca w którym upust wszystkiego tego co zwie się szczęściem na zawsze tak być w tejże euforii och jak byłoby dobrze w te szare dni które niebo zsyła groźnymi chmurami nie skąpiąc deszczem w pola uprawne w marności mojego serca by ze złotych kłosów obdarzyć świat uczuciami

nie przystoi się nie widzi z kobietami stawać w szranki skoro diabeł nie dał rady trzeba prysnąć od kochanki mnogo mnogo aż za wiele skąd ja wezmę tyle jeno koszula na moim ciele a nad głową motyle przeto lato i kapryśne znowu strugą z nieba a jak dotąd była susza więc deszczu potrzeba przez te okno przez kałużę w ciemną noc ucieknę choć pioruny chociaż burze gdyż ja przy niej zdechnę herszt baba nie dam rady trzeba ze stu chłopa toż caryca ja nie August a na drogę kopa

od Tulusa weź gaśnicę kiedy w łanach się za jarzy chociaż kombajn jak nowy i słoneczko które praży wszak on pokazał przeto czym gasić należy piruet proszę pana i niech patrzy dama do gaszenia do tańczenia niech ci służy ona Południca ta złośnica chłopa nie w kalesonach przyłapała gdzieś tam w polu co nie krzyżem leżał w złotych łanach nie płonących z gaśnicą tancerza

wirtualna pani Basia w radiu pojawiła się żadnej płacy nie chciała za to że prze gadała gadu gadu nocą gadu gadu dzieńa ty frajerze bujaj się przyjdzie taki czas iż będziemy leżeć za nas będą robić odmawiać pacierze zwierzę pokrojone organy wstawione wygląda jak nowy no i całkiem zdrowy oj już za nie długo może za sto lat ktoś żyć będzie wiekii oglądać świat to nie sance fictionNautilus zrodzony księżyc zdobyty i świata korony gdzie Bogowie byli i Olimp mieli już się wyjaśniło w głowach tylko było