sobota, 16 maja 2026

patrzę na niebo
co nie szare 

chociaż chmur aż tyle 

z których deszcz spadnie 

w miarę 

w tym nozdrze 

i w płuca oddechem świeżo 

widzę w głowie światło Słońca

zaś w sercu 

piękno miesiąca 

które przytulam do sie 

jak moją kobietę 

nocy każdej

piątek, 15 maja 2026

luba przy kości
chcę do miłości 

a jej luby sprężyna 

gibki młodzieniec

chwyta jej wieniec 

a ona się wygina

co za sprośności 

w tej że nagości 

Sodoma i Gomora 

nim kur zapieje

kuźka sztywnieje 

i od nowa zaczyna

balet dwóch ciał 

bo on nad chciał 

a ona słowiczo śpiewała 

kur nie dla Jadusza 

tylko dla kochasia 

którego w noc noc miała

w szturm nie modlitewnym
wznieśmy ręce w górę 

na te że obłąkania

egzorcyzmy chórem

sto pięćdziesięciu

przywiodło tu z Watykanu 

co by diabła gonić 

wlawszy kler do dzbanu 

i jeden dzban 

i drugi swą głowę nastawia 

żeby nie być pustym dzbanem 

tym się ujawnia

a oni się urwali
co choinki dawno temu 

świętować zatem nie trza 

aż do następnego Bożego Narodzenia 

.

takich wczorajszych nadmiary 

którzy nie są w temacie 

co rozpychają się 

jakoby w swojej chacie 

.
tylko talerzy trza 

i sześć gosposi do tego 

w kuchni tyle chałasu 

a zjeść nie ma niczego

jadę se na świni
jadę se w krainy 

co by mnie wysłuchały 

jakie to kabały 

świnia acz z koryta 

na jedenastej pyta 

kota by zahaczył

co on tam majaczył 

kwicza kwiczą świnie 

że Zorro w innej krainie 

za wywiórka biega 

bo to jego kolega

a ja jestem na fali
a biała fala się wścieka 

że mnie na grzbiecie niesie 

tak odpornego człowieka 

i im bardziej spieniona 

tym bardziej jestem narwany 

co niesie zrzucić mnie chce 

a przede mną bałwany 

nad którymi zwały 

co grożą mnie w złowieszcze 

nie trza było w ocean 

więc czekam na pięc minut słońca 

że wreszcie

za dobrze napisana
więc się rzucili 

i w sto dwadzieścia trzy lata rzucili 

o magnaci biskupi 

co powieszeni 

i portretem obwieszeni 

naród 

mój kochany naród 

nożem na pół 

że masło tyle i drożyzna 

a ja się uciekam 

gdyż nie oto chodzi 

bo mnie najdroższa ojczyzna

komu do śmiechu
ten żyje bez grzechu 

ha ha ha 

ręce złożone 

chociaż nic nie zawinił 

grzech uczynił 

ja mową i ciałem 

i co w myśli miałem 

tom zrobił 

toć nie Kamasutra 

żyje do jutra 

a nocą w uściskach należy 

z butami wchodzą 

iż nie po Bożemu 

jedna pozycja 

i zdrowaśka 

toż czemu

czwartek, 14 maja 2026

a ona
ma co ma 

a ja w przody 

jak ćma 

światłość widząc w jej oczach 

nie śpiąc tym po nocach  

okno toć mej lubej 

przy ulicy 

więc snuję się jak okularnicy 

wytrzeszcz oczów niczym talary 

że to ona nie do wiary 

co sylwetka mignie 

iż czasem tak bezwstydnie 

z halką czy też bez halki 

przez firanki

dzisiaj deszcz spadnie
jutro wietrznie powieje 

pojutrze znów będzie ładnie 

w czwartym dniu bardziej zazielenienie 

dziś patrząc na pogodę 

świat roślin cieszy oko 

a dla człowieka parasol 

bo jaskółka lata nie wysoko 

nie trza narzekać na życie 

puki trwa ono jeszcze 

każdy zachód więc do żyj 

i że wschód jest nareszcie

ja ciebie znałem od zawsze
że pojawiłaś się wczoraj 

jesteś dzisiaj 

ptak mnie śpiewał 

imieniem twoim 

wiosną latem o każdej porze 

a choćby wróbel 

który nigdzie nie odleciał 

pełen las ptaków w mojej głowie 

w którym byłem z tobą 

i zbieraliśmy grzyby we wrześniu 

i minie lato co znów 

to będziemy robić

jakże mi myśleć o tym
że w około tyle biedoty 

chaty się walące 

a matka synalka w pieszczoty 

co idzie gdyż w powołanie 

tym chłopca na zmarnowanie 

co jeszcze nie w pieszczenie dziewczyny 

w kompanii do drużyny 

i nikt nie zna imieniem 

a w świecie aż wyją milczenia 

tam gdzie wschodzi słońce 

jest kraj Rosyja

środa, 13 maja 2026

lotem sowy
co puch nawet nie drgnie 

tak przelotem myśli 

bez gniewnie 

po cóż pruć 

zdrowie nadszarpywać 

lepiej przepuść 

i zdrowym bywać 

mnie człowieku 

co jeszcze ślady widzę 

rad jestem 

żeś w pierwszej lidze 

tego że potencjału

i tak do przodu 

pomału

wtorek, 12 maja 2026

firany pajęczyn
na Rzeczypospolitej 

to jeden ucieka 

a drugi zaś złodziej 

i spija najlepsze 

z piany bitej 

a ty z swej głupoty 

jego dobrodziej 

patrz 

a no patrz 

on tak za twoje 

tobie figa 

a jemu balszoje 

plując na but ten 

który lewicy 

i nic do tego 

bo politycy

wiele jest nie dla nas
pewno dlatego wieża Babel runęła 

i Bóg pomieszał w Językach 

nie zgodność w jednym 

od zarania 

a jeszcze większa 

w pomieszaniu 

czemu to mamy rozumy 

a mając piętnujemy innych 

takowymi znakami 

jak na bydle 

a to ten taki 

a to ten siaki 

zadaj sobie


pewno dlatego wieża Babel runęła 

i Bóg pomieszał w Językach 


nie zgodność w jednym 

od zarania 

a jeszcze większa 

w pomieszczeniu 


czemu to mamy rozumy 

a mając piętnujemy innych 

takowymi znakami 

jak na bydle 

a to ten taki 

a to ten siaki 

zadaj sobie 
żeby jedno drugiego
nie ciągło w dół 

trza to zgody całego 

nie pół 

gdyż jedną w drugą 

takie to ciąganie 

psu na budę 

w zmarnowanie 

aby drogi się nie rozeszły 

zostawiwszy czas przeszły 

okiem bystrym 

patrzeć trza w przodu 

nie plując w brody

przed gankiem siedziały
i coś gęgały 

co ławka stała 

więc niż sześcioro zmieść miała 

to mój chłop poszedł w pole 

zaś jej zalać robaka 

to kuźka już nie taka 

z ławki inna rzecze 

i siedzą baby siedzą 

co tym deszcz zwlekują 

a siano w kopach przeto 

znowuż by nie zmokło

usiadł sobie w lesie
wszak Jagiełło po Jagielle

słowiczego głosu posłyszeć 

rzec nie powiem czy w niedzielę 

a był zimny maj wtedy 

co mu iść nie kazano 

tym zimnicy się nabawił 

wtedy chorób toć nie znano 

a leczo i leczo 

choroba postępowała

usiąwszy w lesie na kłodzie 

 krula niestety zabrała

co by na majątki 

tym przychodzili dla hajsu

ich na świat potomki 

a jak to nie przednówek

trawę im żreć nie należy 

a chłop na takiego tyrać 

w służbę zlizywać z talerzy  

wsie pod panowanie 

a komu zmiłuj się panie 

ręce złożone z cierpienia 

pańskie baty i więzienia

#FeaturedPost1 h3 a:hover {color:#000!important;border-color:#000;} #FeaturedPost1 h3 {important;bor

patrzę na niebo co nie szare  chociaż chmur aż tyle  z których deszcz spadnie  w miarę  w tym nozdrze  i w płuca oddechem świeżo  widzę w gł...